Gdzie jestem? Strona Główna > Artykuły prasowe > Mój zawód to moja pasja
10.1.2007

Mój zawód to moja pasja

Udokumentowane początki apteki „Pod Łabędziem” w Toruniu, sięgają drugiej połowy XIX Wieku. Wówczas położone niedaleko Torunia mokre Były odrębną gminą wiejską o podmokłych, rolniczych terenach. Liczne gospodarstwa ogrodnicze produkowały kwiaty i nowalijki dla całego miasta Torunia. Na tych podmokłych terenach gnieździły się stada łabędzi, które być może były inspiracją do nadania aptece nazwy „Pod Łabędziem”.

Prezentujemy Państwu rozmowę z właścicielem Apteki „POD Łabędziem” w TORUNIU mgr. farm. WOJCIECHEM RYKACZEWSKIM.

 Jak rozpoczęła się Pana przygoda z farmacją?

Farmacja jako dziedzina działalności zawodowej znana mi była od dziecka. Mój ojciec jest weterynarzem, a mama farmaceutką. Od lat pięćdziesiątych mama pracowała w aptekach należących do Cefarmu. Na przełomie lat dziewięćdziesiątych wykupiła od Cefarmu obecną aptekę „Pod Łabędziem”, w której przez lata była kierownikiem. Tak więc od najmłodszych lat miałem bezpośredni kontakt z apteką, jej atmosferą i problemami. Choć porównując prowadzenie apteki kilkanaście lat temu i obecnie muszę przyznać, że czasy znacznie się zmieniły.

 Czy zdobycie zawodu farmaceuty było Pana marzeniem, czy podtrzymaniem tradycji rodzinnych?

Moim marzeniem było rozpoczęcie studiów medycznych. Jednak tak się nie stało i poszedłem na farmację na Śląską Akademię Medyczną w Katowicach, zapewne ku zadowoleniu rodziców. Mam z tego okresu wspaniałe wspomnienia, choć studia nie były lekkie. Pomimo że jestem rodowitym torunianinem, interesują mnie zmiany zachodzące w mieście moich czasów studenckich i samej uczelni. Mam wielki sentyment do miejsca, w którym zdobywałem zawód, więc mógłbym powiedzieć, że już w tym momencie rodziła się moja pasja.

 Jakie były początki pracy w zawodzie i co było najtrudniejsze?

Początki zawsze są trudne i niepewne. Dla mnie takim momentem stresującym był pierwszy kontakt z pacjentem. Nie wiedziałem wówczas, jak rozpocząć rozmowę, jak ją poprowadzić, jak wyjść naprzeciw oczekiwaniom pacjentów. Przełamanie bariery kontaktu wówczas było dla mnie priorytetowe, gdyż kontakt z pacjentem jest bardzo ważny w naszym zawodzie. Obecnie młodzi farmaceuci w programie studiów mają przedmioty z zakresu psychologii sprzedaży czy kontaktu z pacjentem, co lepiej przygotowuje do wykonywania tego zawodu.

 Co najbardziej Pan lubi w swoim zawodzie?

W zawodzie aptekarza lubię wszystko, ale największą satysfakcję sprawia mi teraz bezpośredni kontakt z pacjentem. Dlatego kiedy muszę zająć się sprawami biurowymi, organizującymi pracę w aptece, to przyznam, robię to mniej chętnie. No cóż, rozwój rynku farmaceutycznego przyniósł nam nowe wyzwanie, mianowicie rozszerzenie działalności zawodowej o profesję farmaceuty -menadżera. Dla wielu osób jest to bardzo trudne zadanie, tym bardziej że na studiach szkolono nas tylko ze ścisłych dziedzin chemicznych, biochemicznych, medycznych, etc. Nikt nas nie szkolił w zakresie marketingu aptecznego czy psychologii menadżera i pacjenta. Nie wspomnę już o wszystkich technikach wizualizacji czy sprzedaży. Kiedyś takie metody były zbędne, było dużo mniej aptek, a zdobyte z trudem leki i parafarmaceutyki cieszyły się zawsze powodzeniem i nie było problemu z ich rotacją. Obecny system kształcenia młodych farmaceutów wygląda zupełnie inaczej. Został poszerzony o nowe dziedziny nurtujące współczesnych aptekarzy. Tym absolwentom będzie dużo łatwiej odnaleźć się w realiach wolnorynkowych.

 Jaka, według Pana, doświadczonego profesjonalisty, jest recepta na sukces apteki?

Sukces apteki, jak i każdej innej firmy, zależy od bardzo wielu czynników. Apteka jest miejscem, którego sukces zależy od zamiłowania do tego zawodu, zaangażowania, otwartości. Dlatego w naszej aptece prócz oferowanej opieki farmaceutycznej staramy się budować z pacjentami nić porozumienia, zaufanie, wręcz przyjaźń. Wielu z nich przychodzi do nas nie tylko po leki, poradę, ale po prostu porozmawiać o swoich problemach. Nasi pacjenci muszą czuć, że są dla nas ważni - wszyscy i każdy z osobna. My, starzy fachowcy, chętnie dzielimy się wiedzą z młodszym pokoleniem. W ten sposób budujemy także lojalność i właściwy stosunek do pacjentów. Taka postawa nie tylko jest receptą na sukces, ale również spełnieniem naszego społecznego obowiązku.

 Co zmieniłby Pan na rynku aptecznym, gdyby miał Pan taką możliwość?

Moim zdaniem rynek apteczny wymaga uporządkowania sposobu dystrybucji leków, przepisów regulujących ilość i sposób rozmieszczenia aptek, co wcale nie wpłynie negatywnie na dostępność i jakość obsługi pacjenta. Niestabilność szeregu przepisów podatkowych i farmaceutycznych oraz niezdrowe dla wszystkich promocje to zmora każdej apteki.

 Jak ocenia Pan produkty znajdujące się w ofercie firmy Walmark?

Przyznam, że oczekiwałem tego pytania. W Państwa ofercie jest wiele preparatów. Oczywiście znajdują się one również w naszej sprzedaży. Charakterystyczny design– mam na myśli m.in. preparaty z żółtej linii – wyróżnia je na półce aptecznej wśród innych tego typu preparatów. Wpływa to korzystnie na zainteresowanie tymi produktami. Pomysł z zaproszeniem farmaceutów do zakładu produkcyjnego w Czechach pozwolił mi inaczej spojrzeć zarówno na firmę, jak i na Wasze preparaty. Wcześniej nie sądziłem, że jest to tak duża fabryka, w której wszystkie działania są tak dobrze organizacyjnie zaplanowane. Był to trafiony pomysł. Polecam wszystkim zwiedzanie fabryki w Trzyńcu. Jeśli będzie taka możliwość, sam chętnie raz jeszcze się tam wybiorę.

 Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

Renata Bugaj

 

 Źródło: "Klub Zdrowia dla Farmaceutów"

Bookmark and Share

Dyskusja Liczba reakcji: 0

Wprowadź pierwszą opinię

weź udział w dyskusji